To wszystko zaczyna mnie dobijać.
Znów zaczynam powoli grzęznąć w monotonii życia codziennego. Chciałabym móc zrobić coś więcej, ale niestety już niewiele takich rzeczy, które mogłabym robić, mi pozostało. Nie będę się nad sobą użalać i tak mam wrażenie, że robię do bez przerwy.
Kiedy słyszę o "poważnych problemach" innych, to mam ochotę się śmiać, a przynajmniej ironicznie uśmiechnąć. Jednak słucham cierpliwie, a nawet doradzam, mając przy tym wewnętrzną, ogromną ochotę wykrzyczenia owej osóbce w twarz: To ma być problem!? Dorośnij! Są tacy, którzy musieli to zrobić w ciągu kilku dni, żeby nie zdechnąć na ulicy! Chyba jednak jestem zbyt miła, żeby sobie na to pozwolić. Poza tym moje poczucie empatii stanowczo sprzeciwia się takim wyskokom.
Miło byłoby zrzucić w końcu ten ciężar tajemnicy...
Ciężko jest być pozytywnie nastawionym, kiedy większość z Was to totalni idioci. Staram się nikogo nie krzywdzić, a wręcz zawsze służyć pomocą i co..? Przynosicie wstyd określeniu istota rozumna... Ograniczeni, niedouczeni (jakim cudem 70% z Was skończyło podstawówkę?) i tak nietolerancyjni dla jakiejkolwiek odmienności, że tylko wziąć i Was odstrzelić.
Tak, a jednak mimo wszystko w Was wierzę i to chyba czyni ze mnie największą idiotkę z Nas wszystkich, czyż nie?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz