niedziela, 22 lutego 2015

W oczekiwaniu na marzec

Kiedyś wywróżyłam, że 26 lutego moje życie stanie się inne, bardziej magiczne, nastąpi w nim jakaś nieoczekiwana zmiana. Miałam wtedy najwyżej 15 lat, ale od tego czasu co roku czyham na ten dzień! Tak się składa, że tego właśnie dnia pamiętnego, okropnego roku mój równie okropny były narzeczony stał się kimś mi bliskim, a niedługo później nawet jeszcze bardziej po jakże romantycznych oświadczynach brzmiących mniej więcej: "Twoi rodzice wkurzyli by się, gdybyśmy wzięli ślub?" Ej, w sumie nadal mnie to bawi... Tak, wkurzyli się, że mieliśmy taki zamiar (którego tak naprawdę pewnie wcale nie mieliśmy), a w owym czasie jedną z moich głównych ambicji było wyprowadzanie ich z równowagi i testowanie ich przywiązania do mnie, w które już wtedy zaczynałam poważnie wątpić. Ha! Wiecie, że miałam rację? Ha ha ha! W sumie to wcale nie jest śmieszne! Ha!

Tak więc ten cholerny 26-sty znów zbliża się wielkimi krokami, wypełnionymi pracą i porządkowaniem swojego życia. Miło by było, gdyby tym razem stało się w tym dniu COŚ DOBREGO, bo mam już dość tego, że moje życie cyklicznie rozsypuje się w drobny pył, zbiera częściowo do kupy i znów robi wielkie jeb! o coś bardzo twardego, czego za nic nie nazwę Sprawiedliwością.
Tak sobie myślę, że wystosuję list do jakże drogiej mi postaci literackiej:

Drogi Konradzie,
Miałeś kurwa rację! On nie jest Miłością, jest tylko Mądrością. O ile w ogóle można powiedzieć, że "jest"...
na zawsze Twoja 
A.

Oby tylko marzec okazał się bardziej pozytywny...





2 komentarze: