wtorek, 1 kwietnia 2014

A może to nie cały świat oszalał...

Czy to źle, że nie przejmuje się zbytnio tragiczną śmiercią kuzyna byłego chłopaka bratowej mojej koleżanki? Czy to znaczy, że jestem niewrażliwa, nieczuła na cudze cierpienie i bez serca?

Nie! To znaczy, że nie jestem w stanie nosić żałoby po kimś, kogo nie znałam i choć uważam jego śmierć za smutną, nie ma ona żadnego wpływu na moje życie.

Gdybym chciała opłakiwać wszystkich zmarłych, nie miałabym już czasu ani na sen, ani na jedzenie, ani na pracę, ani na nic innego. Tylko szukanie całkowicie obcych mi martwych ludzi i dołowanie się z powodu ich odejścia.

Nie lubię też rozmawiać o tym, kto bliski lub nawet nie, gdzie, kiedy i jak komu umarł. Nie umiem też tego delikatnie powiedzieć, więc jedynym moim komentarzem, jest: "Tak. Straszne. Tak niestety bywa." Bo to są oklepane, bezużyteczne banały, które pozwalają mi nie zagłębiać się w temat, w który absolutnie nie chcę się zagłębiać.

Bo prawda jest taka, że nie obchodzi mnie cudze życie lub śmierć!

Jeśli ktoś ma problemy i to widzę - pomagam. Jeśli ktoś jest np. biedny, gruby, głupi i nie mogę nic na to poradzić, to po co o tym gadać wszystkim w okół?

Gdyby każdy potrafił zająć się swoim życiem, byłby znacznie mniejszy odsetek nerwic, samobójstw, anoreksji, samookaleczeń, narkomanii, alkoholizmu... itd. Świat byłby lepszy, gdybyście nie czerpali przyjemności z obrabiania komuś dupy i plotkowania o cudzym nieszczęściu. W moim mniemaniu TO SIĘ POWINNO LECZYĆ.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz