Jest taki odcień nocnego, zachmurzonego nieba, oświetlanego niemal pełną tarczą księżyca i światłem nielicznych ulicznych latarni, który przyprawia mnie o szybsze bicie serca. Pomalowałabym sobie właśnie na taki kolor sufit w pokoju, w którym śpię, ale jeszcze kiedyś dostanę zawału budząc się i gapiąc tępo w górę... E tam. I tak to zrobię. Żyje się po to, żeby kolekcjonować silne, pozytywne doznania, a nie ich unikać.
Pierwsze wrażenie bywa złudne. Zawsze warto poznać kogoś lepiej, zobaczyć go z innej strony, nie szufladkować od razu. Żal mi Cię, jeśli tak właśnie robisz.
A co do tytułu posta: wyśniłam koniec świata tego dnia, ale poczekajmy, co przyniosą kolejne lata. W moim śnie świat był jakiś inny niż ten teraz...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz