czwartek, 26 czerwca 2014

There's something inside me that pulls beneath the surface...

Cały czas jestem pod hipnotyzującym wpływem tego cudownego koncertu, na którym byłam przecież już 3 tygodnie temu... Kości już na szczęście przestały łupać, ale gardło boli mnie do tej pory, tak bardzo je sobie zdarłam. Kto by się jednak powstrzymał od wtórowania Mike'owi przy Remember the name? Ja nie dałam rady...

Poza tym sporo ciekawych rzeczy się wydarzyło. Kontrola PIP w pracy? Ciekawe kto złożył donos... Mam w tym momencie ochotę uśmeichnąć się niczym kot z Cheshire albo Grinch. Nie powiem, że nie należało się im, ale i tak mi ich jakoś szkoda. Moje głupie dobre serce nie potrafi nawet czasem przymknąć na coś oko i rozkoszować się sytuacją... Pewnie dlatego, że ci, którzy rzeczywiście coś tu zawinili nie poniosą żadnych konsekwencji, a pozostałych kozłów ofiarnych jest mi zwyczajnie szkoda.


Przejrzyjcie filmiki z Youtube to może mnie gdzieś tam dojrzycie, bo byłam taaaak blisko sceny i skakałam taaaak wysoko, że kto wie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz