Idę do domu późnym wieczorem (około 19, ale jest już ciemno
jak w d…) drogę oświetla mi jedynie światło księżyca, który akurat jest w
pełni. Wszystko dookoła spowija dość gęsta mgła, w powietrzu czuć chłód.
Dookoła nie ma żywej duszy, nie licząc szczekających w oddali psów. Jestem już
niedaleko domu i tak się składa, że muszę teraz przejść przez cudzą posesję w
środku lasu, mijając przy tym opuszczony dom. Dziwnym zbiegiem okoliczności,
kiedy w końcu zaczynam dostrzegać mój dom, widzę, że nie świeci się w nim żadne
światło, co jest wręcz niespotykane o tej porze.
Cholera! Że też mi się chce w ogóle wracać do domu! Czułam
się jak bohaterka horroru. Tylko czekałam aż z zarośli wyskoczy na mnie
wilk/zmutowany wilk/morderca/zmutowany morderca/wampir/wampir morderca/zmutowana
hybryda wilka z morderczym wilkołakiem...
A co poza tym u mnie? Mam takie niejasne wrażenie, że każdy
kto jest dla mnie miły, ma w tym jakieś ukryte intencje… aż odechciewa mi się
ruszać z domu. Bo i po co? Liczba seriali online jest praktycznie nieograniczona!
No i ta cholerna małomiasteczkowość. Lepiej by mi było nie ruszać się z
pomorskiej stolicy wszelkiego ćpuństwa.
No i: BARDZO CHCIAŁABYM MIEĆ WIĘCEJ CZASU DLA SIEBIE I INNYCH (a zwłaszcza dla takiego jednego innego, który mam nadzieję, jeszcze mnie pamięta).



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz