Można być zadowolonym ze swojego nieszczęścia i czuć się dzięki niemu wyjątkowo.
Nikt inny nie widzi, że coś jest nie tak. Chyba nie mają szansy zauważyć, bo mój świat jest w gruncie rzeczy jednoosobowy i pewnie nigdy się to nie zmieni.
Dawno, dawno temu podjęłam kilka karkołomnych (i sercołomnych) prób dopuszczenia kogoś do siebie, ale czasem lepiej łkać w ciemności niż wykrwawiać się na podłodze. Wybrałam mniejsze zło.
Dopasowywanie się do ogółu jest męczące. Ludzie za bardzo mnie wkurwiają, żebym miała się do nich upodabniać. Jeśli znienawidzę jeszcze samą siebie, to co mi zostanie? No tak. Zostanę starą zgorzkniałą czarownicą mieszkającą ze stadem kotów. Wiem to. Wiem. Naprawdę. I niech mnie metro potrąci, jeśli mi to przeszkadza! A jeśli ja to wiem i jest mi z tym dobrze, to mam zamiar sumiennie i niestrudzenie ignorować wszystko, co zaburza moje Koła.
Kiedy myślę o przeszłości, łapię się za głowę i wywracam oczami.
Tak. Zrobiłam to. O, i to też. Łał. Ależ byłam głupia! ~ x nieskończoność
Kiedy myślę o przyszłości, mam motylki w brzuchu.
Nadzieja VS Niepewność
Uważam to za przeogromniasty postęp!
Łał. Czasem sobie myślę, że osoba "z zewnątrz" czytająca moje posty, dojdzie do wniosku, że są to notatki osoby chorej umysłowo... Niezrozumiały bełkot szaleńca żyjącego w swojej własnej pokręconej rzeczywistości. I wiecie co? To dobrze! Nie rozumiesz, o czym mowa... to wypierdalaj, bo się nie dogadamy. Najważniejsze, że samą siebie rozumiem w 98%.











Brak komentarzy:
Prześlij komentarz